Poniżej pierwsze wiersze z tomiku Yeti, Maria Magdalena i niemowlę. Książkę kupisz na stronie: https://ostatniasobotalata.pl/sklep/yeti-maria-magdalena-i-niemowle/

Tom chce schudnąć

To już postanowione. Jest mnie za dużo.
Ledwo mieszczę się w drzwiach do niepokoju.
Tak długo wybierałem dni
głęboką nabierką z garnka pełnego materii
życia, że w końcu sięgnąłem dna.

I okazało się, że jest porysowane –
ujrzałem scenę polowania na bizona czy mamuta.
Trudno powiedzieć z całą pewnością,
kiedy publiczność wpatruje się w ciebie,
w twoją oponkę na brzuchu,
która w rzeczywistości jest kołem ratunkowym,

i przebija ją wzrokiem. Wtedy spuszczasz oczy –
puste, bez powietrza. Siebie nie nabiorę, muszę zacząć
działać, póki mechanizm nie zardzewiał – znaczy
spalić zbędne wiersze, nadać wnętrzu odpowiedni kształt,
ale i dobrze je karmić. Przecież nie chcę stracić sensu,

ukarać go w tak okrutny sposób. W głowie
mam obrazy – kościotrupy bez ciała, bez widoków na przyszłość, które nie mają nic ciekawego do powiedzenia
lub są nieme, które nie mają też nic do ukrycia.
Ciągle słuchasz? Pomiędzy okładkami mam złoty środek,

możesz go odebrać jako nagrodę.

 

O tobie


Sobota, Miasto powoli budzi się do życia.
Najpierw otwiera jedno oko na świat, potem drugie.
Myje swoje chwiejne rusztowanie, nitkuje zęby,
pomiędzy którymi w nocy nagromadziło się sporo snów.

Ja zdejmuję z siebie odciski twoich palców
z całego tygodnia i piorę je w letniej wodzie.
Następnie suszę na balkonie, co widzi
sąsiadujące z nami Miasto, które właśnie pali

porannego papierosa i ma swoje spostrzeżenia.
„Sąsiadka bez dotyku jest jak czysty ekran.
Nic nie zakłóca obrazu żył, martwych tkanek
i wewnętrznych organów ścigania.

Niezły to serial kryminalny” – mówi Miasto.
Mówi Miasto! W odpowiedzi mrugam do niego
światłem wydobytym spod łóżka, na którym ty
jeszcze śpisz, wdychając spaliny tego Miasta.

Jesteś moim lasem, drzemie w tobie mój tlen.

 

Zosinów

siostrze Zosi

Za każdym razem, kiedy Yeti odwiedza Zosinów,
podziwia, jak w tym małym miasteczku wypełnia się
sensem słowo, a ciepłem przerwy między ludźmi.
Dzieje się to naturalnie, z dbałością o czystość sfer

intymnych i stały dopływ świeżego powietrza
z parków, w których ścieżki wydeptują dzieci.
W Zosinowie Yeti jest blisko samego siebie,
dotykając szczęśliwych związków chemicznych,

pomiędzy którymi prawidłowo zachodzą reakcje
na dobre i złe wieści rodzinne, narodowe, światowe.
Kiedy nagrzeją mu się dłonie, przekazuje je dalej,
bo w Zosinowie panuje taka odwieczna tradycja,

dzięki czemu nikt nie wystyga, świat poznaje się
wciąż od początku. Dłonie są wspólne, nie należą
do nikogo na stałe. To liście, które nie upadają
i nie gniją. W Zosinowie trwa piąta pora roku,

więc można być jednocześnie barwnym i niedojrzałym.
Słowa się nie starzeją, nie pokrywa ich szron czy śnieg.
„Na końcu języka wybuduję tu dom” – pomyślał Yeti
podczas ostatniej wizyty – „i wypowiem Marię Magdalenę”.

 


Popatrz, tyle słońca

„Trupia okładka powleczona światłem”
– tak chciałeś mnie, chciałeś mnie szybko

zgasić, kiedy zwróciłam twoją uwagę
na tę dziewczynę o imieniu mojej matki.

Czy nikt na nią nie patrzył? Na naszych oczach
rozrastał się w niej nagi sad, nagi sad,

usta miała coraz pełniejsze, coraz pełniejsze
owoców. Gdy przygryzła dolną wargę,

poczuliśmy taki ból, jakby to było gwałtowne
otwarcie na przypadkowej stronie, na stronie.

„Jakbyśmy się rodzili, nie mając wejściówki”
– powiedziałam ci wtedy na ucho, powiedziałam ci.

Po prostu ujęła nas w swój cudzysłów, w cudzysłów,
nie mówiąc nic, trzymając się uchwytu

w tramwaju. Chcieliśmy zjeść jej usta, poczuć,
jak zbliżają się nasze i jej niewypowiedziane słowa.

To była dziewczyna o imieniu mojej matki.
Nie musiała się przedstawiać, poznałam, poznałam

– Maria Magdalena wiele razy zamordowana
wzrokiem. Początek czerwca, byliśmy ubrani

lekko, ale i tak pociliśmy się, pociliśmy się
pod tyloma warstwami skóry, pod tyloma.

Ale prawda jest taka, że ciebie nie było. Tylko ja,
ona, za szybą fruwające reklamówki. Reklamówki,

które ponoć rozkładają się bardzo wolno,
nawet kilkaset lat. Patrzyłam sama. Sama mama.

Książkę kupisz na stronie:
https://ostatniasobotalata.pl/sklep/yeti-maria-magdalena-i-niemowle/

Jolanta Nawrot-Sprysak

Jolanta Nawrot-Sprysak

Ur. w 1992 roku. Autorka książek poetyckich Płonące główki, stygnące stópki (WBPiCAK, Poznań 2015) oraz Nagliki/Katalog win (WBPiCAK, Poznań 2019). Absolwentka polonistyki na UAM, doktor nauk humanistycznych w dziedzinie literaturoznawstwa na podstawie rozprawy o krytyce artystycznej i publicystyce Włodzimierza Odojewskiego w świetle materiałów archiwalnych Radia Wolna Europa. Jej wiersze bywały nagradzane w konkursach, pojawiały się w czasopismach i antologiach. Mieszka w Dąbrowie pod Poznaniem.